poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Szczyt niepraktyczności: chodzę, myślę i wiersze piszę.

Ze wszystkich pór roku najbardziej lubię jesień, jest najbliższa mojemu usposobieniu, ale wiosna też nie jest zła. Tak więc kolejny wiersz.



„Przedwiośnie”

(Przed początkiem)
Kiedy przychodzi  zaznaje jeszcze lodu i bieli.
Ale słyszało o zieleni.
Bardzo jej pragnie…

(Kiedy trwa)
Myśli  o sobie: „ Nie zasługuję na szczęście”.
Nie wie, że kiedy nad sobą płacze pada deszcz ze śniegiem.

Siedzi na pniu sosny, obserwuje dramat roztopów – dżdżownice tonące w kałużach.
Myśli o sobie: „Nic się we mnie nie rodzi, tylko moknie piasek, a słońce nie daje ciepła”.
Nie widzi jak pulsuje ziemia.
Nie słyszy wróbli kłócących się o okruchy.
Nie zauważa trupa Marzanny.

Za to ma trądzik, cały w przebiśniegach.

W marcu, w depresji, skrajnie przemęczone znika Przedwiośnie.

Potem chwilę trwa cisza.
Kiełkuje trawa jak szalone króliki.
Jest wszędzie i bosko pachnie!

(Właściwy początek)
Na pniu sosny siada panienka,
przeciera oczy dłonią całą w porannej rosie.
Mruczy do siebie: „Znowu to samo! Płódź, rodź, zakwitaj – piekło rogu obfitości!  Ach, gdyby chodź raz zastać na początku prawdziwy ugór, na wpół śpiący świat!”  

środa, 8 kwietnia 2015

Kwiecień plecień, bo przeplata: trochę czytania, trochę oglądania i trochę rysowania.

Dobrze mieć swojego ulubionego bajkowego bohatera. Dobrze że wygląda jak wygląda, zachowuje się w okeślony sposób i że jest w nowej, wiosennej odsłonie. W kwietniowych, już  osiemnastych Lekturach Honoratki mam dla Was: 2x Basię, lekki poradnik savoir vivreiu: "Damą być. Jak się ubierać i zachowywać w różnych sytuacjach?" i czerwono- czarny zeszyt do zadań plastycznych. Zapraszam do czytania! Za książki dziękuję wydawnictwu Egmont.


wtorek, 31 marca 2015

Jeśli ostatni marca, to wiersz.

Początki wiosny nie należą ani do najłatwiejszych, ani do najładniejszych dlatego wiersz. 



Trzydziesty pierwszy marca.

Mam przyrodnie, kocie rodzeństwo.
Filemona.
Tak się dzieje, że w ostatni dzień marca
ja siedzę przy oknie,
Filemon siedzi na parapecie
i oboje patrzymy jak pada deszcz ze śniegiem.
Bez pośpiechu pada.
Na przemian pada.
Raz bardziej śniegiem,
raz bardziej deszczem.

Mamy katar.
Filemon ma katar. I ja mam katar.
Może dlatego nie jesteśmy rozmowni i żadne z nas nie czuje w powietrzu wiosny.

sobota, 21 marca 2015

O bajkowych fenomenach - recenzja " Ręcznikowca".

Kalendarzowa wiosna; więcej słońca za oknem, nowości wydawnicze w księgarniach, są też zupełnie nowe bajkowe fenomeny, godne poznania! Zapraszam Was  na recenzję "Ręcznikowca" Joanny M. Chmielewskiej, a za książkę dziękuję wydawnictwu Bajka. Recenzja tradycyjnie w Lekturach Honoratki.


czwartek, 5 marca 2015

Wiadomości z frontu.

Ciągle żyję i nawet udaje mi się coś przeczytać, jeśli jesteście ciekawi w jakich okolicznościach zapraszam na nowe Lektury Honoratki.


środa, 4 lutego 2015

Post po terminie, czyli o tym jakie książki znalazły się pod choinką.

Jestem wszędzie spoźniona i pewnie jako mama świeżo upieczonego "Pomidorecka" i jedną nogą już pierwszoklasistki jeszcze trochę spoźniona pozostanę. Na dowód mojego spóźnialstwa mam dzisiaj dla Was post, który powinien ukazać się w grudniu, albo poczatkiem stycznia...jest w lutym i dotyczy książkowych prezentów gwiazdkowych. Recenzja: "Tsatsikiego i taty poławiacza ośmiornic", "Kłopotów rodu Pożyczalskich" i "Przygód Pipi"  w Lekturach Honoratki.




piątek, 16 stycznia 2015

W różnych okolicznościach pisze się wiersze...

Dzisiaj mam dla Was wiersz, powstał ... a zresztą przeczytajcie sami! Autorką ilustracji jest tradycyjnie moja Amelka. 


„Królowa mucha”

Pewna mucha,
w zasadzie od maleńkości, miała problem z kompleksem wyższości.
Oczywiście świadomość miała, że najzwyczajniej w świecie jest po prostu mała.
W końcu w różnych miejscach bywała.
Siedząc na kapeluszu jednego pana- piosenkę aktorską pokochała.
Latała na poranki filmowe i chociaż retro,
dla niej były odświeżające i nowe.
Łazienki złaziła nie tylko warszawskie,
teraz wie gdzie Wersal, a gdzie jest tylko przaśnie.

Mając wiedzę niepospolitą - pozostała mucha dla większości tylko pasożytem.
Marzyła o byciu docenianą, a wciąż i wciąż ją pomawiano.

Zabłysnąć,
zajaśnieć  chociaż na chwilę- rozczulała się nad swoim umniejszonym bytem.

Finał znalazły dylematy muchy: w piątek, trzeciego, podczas obchodu lekarskiego.
Za lekarzami latała mucha,
aż „Eureka!”- zawołała i wylądowała.

Znalazła mucha iluminację,
włażąc  w niebezpiecznie rozgrzaną instalację.

Już na zawsze jest mucha królową szpitalnej jarzeniówki.
Błyszczy,
wręcz oślepia pacjentki porodówki.